Zawsze lubiłem korzystać z komputera. Ale pamiętam jak trudne były tego początki. Pierwszy komputer miałem już w siódmej klasie szkoły podstawowej. Pamiętam, kupiłem go za dziewięćdziesiąt tysięcy starych złotych. Czyli złotych sprzed denominacji. Może trudno to coś nazwać komputerem, ale wtedy właśnie takie były. Mowa o starym szesnastobitowcu. Pamięć zamontowana w tym komputerze była olbrzymia. Aż sześćdziesiąt cztery kilobajty. Dzisiaj tak malej pamięci nie ma nawet telefon komórkowy. Samochód do ślubu Ale kiedyś to było naprawdę Samochód do ślubu coś. Koledzy mieli komputery z Samochód do ślubu jeszcze mniejsza pamięcią. Pamiętam pierwsze programy i gry uruchamiane na tym komputerze. Wgrywały się z kasety magnetofonowej, średnio po godzinie, jeśli nie wystąpił jakiś błąd. Ale jak się już udało, co to była za frajda. Program, czy gra komputerowa na prawdziwym komputerze. Co prawda komputer tylko przetwarzał dane, natomiast wszystko wyświetlał czarno biały telewizor chwilowo zastępujący monitor. Ale co tam. Najważniejsze, że wszystko działało i sprawiało radość.